sobota, 23 marca 2013

Rozdział VIII część 1

*Oczami Harry'ego*
Przysunąłem się jeszcze o jeden krok i położyłem dłonie na jej biodrach. Spojrzałem ponownie w jej oczy. Śliczne oczy, od których ciężko jest oderwać wzrok. Przechyliłem głowę w bok i przybliżyłem swoją twarz przymykając oczy. Mia położyła swoje dłonie na mojej klatce piersiowej. Lecz było to bardziej odepchnięcie się ode mnie niż dotyk dający zielone światło. W tym momencie usłyszałem coś czego bym się nie spodziewał.
-Harry... To nie jest dobry pomysł.
Dałem krok w tył przełykając ślinę, nie wiedziałem jak mam się zachować. Pierwszy raz zostałem odrzucony, nie mogłem uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Najlepsze jest to, że do tej pory myślałem, że nawet za długo zwlekałem z tym posunięciem. Spojrzałem na Mię, ona natomiast czekała na moją reakcję.
-Przepraszam, nie pow... -Nie do końca rozumiałem za co przepraszam, ale coś wypadało powiedzieć.
-Nie jestem na to gotowa. -powiedziała kierując swój wzrok w podłogę.
-Na co? -odparłem,
-Na zbliżenie się do ciebie.
-Chodzi o tą całą otoczkę, którą wszyscy mi przypisują? -odszedłem jeszcze na jeden krok.
-Raczej o to jaką teraz przypisali mi twoi znajomi. Nie chcę wykorzystywać tego, że się znamy.
Teraz już w zupełności rozumiem powód mojego odrzucenia. Po co ja jej o tym mówiłem? Ludzie mają rację, jestem skończonym kretynem. Stoi przede mną piękna dziewczyna, która jest normalna. Tak, normalna, a nie rozchichotana blondynka z długimi nogami. A ja musiałem wszystko zepsuć. Momentami mam dosyć tego kim jestem, w sensie zawodu jaki wykonuję. Kocham śpiewać. Koncerty, spotkania z fanami, pieniądze dają mi dużo satysfakcji. Ale poza tym wszystkim kryje się ciemniejsza strona bycia sławnym. Ta, która właśnie uderzyła mnie w twarz. Uderzyła mnie faktem, że dziewczyna, taka jak Mia, chce mieć normalnego chłopaka, a nie mnie. Wiem, że zrobiłem dużo złych rzeczy w ostatnim czasie, ale teraz naprawdę chciałbym poczuć co to znaczy prawdziwy związek, a przede wszystkim co to znaczy kogoś pokochać. Ale jak widać nie jest to mi dane, muszę się z tym na razie pogodzić.
-Rozumiem, ale pozwól mi coś powiedzieć. -Mia kiwnęła tylko głową. -Pamiętasz co powiedziałaś mi w kawiarni? Powiedziałaś, że nie chcesz zrywać ze mną kontaktu. Mam nadzieję, że nie skończymy naszej znajomości przez jedno głupie zajście.
-To jedno głupie to dla mnie za dużo. Najpierw jakiś artykuł w internecie, teraz te plotki.
-Bardzo mi przykro, ale przy mnie ciężko będzie ci się od tego uchronić. -spojrzałem na nią ostatni raz i skierowałem się do wyjścia.

*Oczami Mii*
Stałam w bezruchu przez jakieś pięć minut, próbują poukładać myśli. Może jednak źle zrobiłam? Może to jest koniec naszej znajomości? Tak naprawdę, to sama nie wiem czego chcę. Z jednej strony bardzo chciałam, żeby mnie pocałował, z drugiej strony strasznie się tego boję. Tego co mogłoby być z nami za jakiś czas. Ja potrzebuję w związku przede wszystkim normalności. Od samego początku, gdy zostałam modelką obiecałam sobie, że nie będę ulegała pokusom jakie stwarza świat show biznesu. Harry jest jedną z nich. Ale nie do końca jestem przekonana czy dla niego nie mogłabym nagiąć swoich zasad. Przecież zawsze można spróbować. Taa, tylko szkoda, że nie pomyślałam o tym zanim chciał mnie pocałować. Zachowuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Co mam teraz zrobić? Myśl Mia, myśl. Zadzwonię do niego! Tak! Tylko co mu powiem? Że go o nic nie obwiniam. Tak. Chyba powinien mnie zrozumieć. Chociaż nie wiem, jego ostanie słowa nie brzmiały jakby był choć trochę zawiedziony. Brzmiały raczej jak "Nie ty, to następna". A może mam jednak rację i nie nadaję się do jego świata. Dlaczego dopiero po tym jak wyszedł uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mi na nim zależy? Jak z nim rozmawiałam, nawet raz nie przeszło mi przez myśl, że moglibyśmy być razem. Teraz ta myśl nie daje mi spokoju. W wyszłam z kuchni w poszukiwaniu mojego telefonu. Usłyszałam dźwięk dzwonka dochodzący z sypialni. Może to Harry? Ruszyłam w stronę pokoju, telefon leżał na łóżku. Na jego ekranie widniało imię "Luke". Szybko odebrałam.
-Tak?
-No cześć. Wiem, że dopiero co rozmawialiśmy na Skype, ale mam nowe wiadomości?
-Jakie?
-Już jutro będę w Londynie.
-Jutro?! -zamurowało mnie. -Nie wiesz jak się cieszę Luke, jesteś mi bardzo potrzebny.
-Ja potrzebny?
-Tak ty i to bardzo, potrzebuję w końcu z tobą porozmawiać jak za starych dobrych czasów.
-To czekaj na mnie mała, jutro będę.
-Nie mogę się doczekać. Pa
-Do zobaczenia.
Choć jedyny pozytywny aspekt. Bardzo się cieszę, że Luke przylatuje do Anglii. W końcu ktoś mnie wysłucha. Jak mieszkałam w Chicago, z każdym drobnym problemem leciałam do Luke'a. Mogłam wypłakać się na jego ramieniu, nigdy mnie nie wyśmiał, nawet jeśli chodziło o jakąś błahostkę. Spojrzałam na zegarek, 19.25. Jeszcze wcześnie, a czułam się jakby była co najmniej północ. Amy jeszcze nie ma, wszystko posprzątane, widzieć kogokolwiek też raczej nie mam ochoty. Zostało mi znowu oglądanie jakiegoś debilnego filmu. Usiadłam na kanapie i nawet nie wiem w którym momencie zasnęłam.

***
Następnego dnia. Obudziły mnie promienie słoneczne bijące przez duże okno w salonie. Ja,w ubraniach z wczorajszego dnia leżałam na kanapie. Byłam przykryta kocem. Domyśliłam się, że Amy w końcu chciała się wyspać w łóżku więc nie miała zamiaru mnie obudzić. Sposobem jakim się zrekompensowała było przykrycie mnie, naprawdę niesamowite. Ok, mogę jej to odpuścić, biorąc pod uwagę, że odkąd mieszka u mnie jest całkiem znośna. Wstałam z kanapy i zajrzałam przez uchylone drzwi do sypialni. Miałam rację, moja siostra spała sobie smacznie pod moją kołdrą. Udałam się do łazienki, wzięłam prysznic i umyłam zęby. Po porannej toalecie poszłam się ubrać. Muszę wybrać coś ładnego, w końcu zobaczę się dzisiaj z moim najlepszym przyjacielem. Ubrałam się w to. Na szczęście na dworze już jest w miarę ciepło, więc mogłam zaszaleć z dzisiejszym outfit'em. Luke napisał sms'a, że samolot wyląduje ok. godziny 15. Wychodzi na to, że mam jeszcze z dobre cztery godziny. Poszłam do salonu, siedziała już tam Amy.
-I jak się spało w moim łóżku?
-Bardzo dobrze. -powiedziała przeciągając się jednocześnie.
-To był ostatni raz. 
-Taa jasne. -zaśmiała się.
-Chociaż nie, dzisiaj też będziesz tam spała, tyle, że ze mną.
-Dlaczego?
-Luke przyjeżdża, będzie spał na kanapie. 
-Z Chicago? Widzę, że nie jesteśmy jedynymi osobami które uciekły z tego miasta.
Właśnie, przecież ja nawet nie wiem dlaczego Luke tutaj przylatuje. Nie miałam nawet czasu żeby go o to zapytać. A jak stało się coś ważnego? Nie mogę do niego teraz zadzwonić bo pewnie ma wyłączony telefon.  
-Mam nadzieję, że nie. Chociaż, nie przeszkadzało by mi gdyby tutaj został. 
-Jak będziesz po niego jechała na lotnisko, bo zakładam, że jedziesz, to mogłabyś podwieźć mnie do miasta.
-Jasne, o 14.30 bądź gotowa. 
Amy poszła do łazienki, a ja usiadłam przed laptopem. Standardowo sprawdziłam pocztę, poczytałam blogi związane z modą i coś mnie podkusiło, żeby wejść na jeden z portali na którym ostatnio widniało moje zdjęcie. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam w pierwszym artykule.

Harry Styles nie próżnuje

19-letni członek zespołu One Direction -Harry Styles, był wczoraj widziany na kolejnej imprezie. Nic nie byłoby w tym ciekawego, gdyby nie fakt, że Harry pojawił się na niej z modelką o imieniu Cara. Przypominamy, że kilka dni temu opublikowaliśmy artykuł,w którym informowaliśmy o nowym związku piosenkarza. Szybko znudziła mu się poprzednia wybranka, lecz nie szukał daleko. Nowa dziewczyna chodzi z Mią Adler po tym samym wybiegu. Czy Harry będzie powodem awantury między koleżankami po fachu? Widocznie się tym nie przejmuje. Ciekawe kim będzie następna zdobycz pana Styles'a?
Poniżej publikujemy wcześniej nie ujawnione zdjęcie z imprezy na której Harry był z Mią Adler.
Która Lepsza? Mia czy Cara?









Na początku chciałabym Was przeprosić za to, że tak długo nie pojawiał się rozdział. Powodem mojej długiej nieobecności była szkoła, naprawdę nie miałam czasu, żeby pisać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Druga część tego rozdziału pojawi się na pewno szybciej. Nie mówię kiedy bo znowu  nie dotrzymam słowa. 




piątek, 8 marca 2013

Blog miesiąca

Biorę udział w konkursie na blog miesiąca marzec 2013. Możecie na mnie głosować tutaj, mój numer to 11. Liczą się głosy z ankiety(z lewej strony), a nie z komentarzy. Z góry dziękuję za oddane na mnie głosy. Liczę na Was, xoxo.

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział VII

*Oczami Harry'ego*
"Nie mam najmniejszego zamiaru"- naprawdę ucieszyłem się, gdy jej delikatny głos wypowiedział te słowa. Z jednej strony coś we mnie mówi "No dalej Harry, jest twoja", z drugiej natomiast hamuje mnie. Tak samo chcę i nie chcę się do niej zbliżyć. Myślę, że jednym z powodów niechęci do zaangażowania się jest mój ostatni związek. Zacząłem się poważnie zastanawiać czy ja w ogóle nadaję się do pokochania kogoś. Wszyscy dookoła mówią, że potrafię kochać tylko siebie, był to również jeden z głównych argumentów rzucających przez moje byłe dziewczyny. Są to również ostatnie słowa jakie wypowiedziała, a raczej napisała sms'em Taylor. Muszę wszystkich zmartwić, oprócz siebie kocham również swoją mamę i wydaje mi się, że tak na razie zostanie. Użycie słów "wydaję mi się" nie jest przypadkowe, ponieważ patrząc na Mię powątpiewam w liczbę osób których mógłbym darzyć jakimś uczuciem. Dam sobie trochę czasu. Myślę, nie czas jeszcze na zastanawianie się nad takimi kwestiami. Zawsze podejmowałem szybko decyzję, lecz teraz mam zamiar poczekać, tak długo jak będzie trzeba.
-Harry? -jej głos wybił mnie z moich przemyśleń. -Czy ty mnie w ogóle słuchasz? -zapytała z lekkim poirytowaniem.
-Przepraszam, zamyśliłem się. Co mówiłaś? -uśmiechnąłem się, by załagodzić sytuację.
-Zapytałam, o czym tak intensywnie myślisz. I pewnie jest to coś poważnego skoro nie usłyszałeś nawet tego pytania.
-A było ich więcej? -nerwowo przeczesałem włosy prawą dłonią.
-Oj było, było panie Styles. A wydawało mi się, że jesteś gentelmenem. No wiesz, otwieranie drzwi i te sprawy, a tu taka wtopa. -wybuchnęła śmiechem.
-Wybacz, już więcej się to nie wydarzy panno Adler. -położyłem rękę na klatce piersiowej i demonstracyjnie ukłoniłem się w jej kierunku.
Dziewczyna ponownie zaczęła się śmiać. Tym razem do niej dołączyłem. W tym momencie usłyszałem dźwięk przychodzącego sms'a. Obydwoje spojrzeliśmy na swoje iphon'y leżące na stoliku. Sms przyszedł akurat do mnie. Wziąłem telefon do rękę i spojrzałem na wyświetlacz.

Jezu, znowu ja. Kto się spóźnił na samolot lecący na jeden z ważniejszych koncertów? JA. Kto za dużo powiedział podczas wywiadu? JA. Kto jest zawsze winny? JA. No tak, wiem, że można się tego po mnie spodziewać, ale oczekiwałbym trochę wyrozumiałości. Na przykład ze strony naszego menadżera Paul'a, bo jest on jedyną z nielicznych osób jakie znam, których w jakimś stopniu się boję i czuję do niego respekt. 
-Bardzo cię przepraszam, ale... -przerwał mi aksamitny głos.
-Znowu przepraszasz. -pokręciła lekko głową. -Który to raz w ciągu tego dnia? -przechyliła głowę w bok.
-Wiem i przepra... -przełknąłem ślinę. -Muszę iść, mamy jakiś problem związany z zespołem i muszę iść to wyjaśnić.
-Rozumiem. -na jej twarz znowu wrócił lekki uśmiech.
Po tych słowach wstaliśmy od stolika, położyłem pieniądze na stoliku i udaliśmy się do wyjścia jednocześnie zakładając na siebie ubrania wierzchnie. Wyszliśmy na zewnątrz, owszem stało tam kilka osób, ale nie tyle co na początku. Podszedłem z Mią do jej samochodu. Gdy otworzyła drzwi auta, odwróciła się w moją stronę.
-Dziękuję. -szepnęła w moim kierunku.
-To ja ci dziękuję, że przyjęłaś moją propozycję i mam nadzieję, że nasze następne spotkanie będzie trochę dłuższe niż to dzisiejsze. 
Zbliżyłem się do niej. Pożegnałem się w ten sam sposób, w jaki się przywitaliśmy, czyli pocałunek w policzek. Wiem, że mogłem posunąć się dalej i ją pocałować, ale jak już wcześniej mówiłem, nie chcę przyspieszać spraw. Mogę przysiąc, że jej mowa ciała mówiła coś w stylu "Jestem na to gotowa", lecz ja nie byłem. Możliwe, że to właśnie garstka gapiów odwiodła mnie od tego posunięcia, ale powiedzmy, że to moja silna wola. Po wszystkim wymieniliśmy się szybkim "do zobaczenia" i odszedłem w stronę mojego auta. Wsiadłem    do środka i odpaliłem silnik. Przez dwadzieścia pięć minut jazdy do naszego domu zastanawiałem się o co może chodzić Paul'owi. Co znowu mogłem zrobić? Może chodzi o ciągłe imprezy? No, ale przecież jestem młody, nie mam zamiaru ciągle siedzieć w domu i oglądać telewizor. Gdy już podjechałem pod nasz dom, otworzyłem pilotem bramę, wjechałem na podjazd, prawie pod same drzwi wejściowe. Siedziałem jeszcze przez jakieś pięć minut, wymyślając jakieś wymówki, tak na wszelki wypadek. Postanowiłem wejść do domu, szybko opuściłem samochód i udałem się do środka. Drzwi były otwarte, w korytarzu zdjąłem kurtkę i powiesiłem ja na wieszaku. Udałem się w stronę salonu z którego dochodziły dźwięki rozmowy. Gdy już tam dotarłem, zauważyłem Zayn'a siedzącego na kanapie z pilotem w ręku, obok siedziała wtulona w niego Perrie. W kuchni słychać było Liam'a i Niall'a. Spojrzałem na schody po których właśnie schodził Louis. 
-No i jest nasz lovelas. -krzyknął w moim kierunku.
-Gdzie jest Paul? -pominąłem to co powiedział.
-Paul? Aaaa, Paul. Nie ma go. -odpowiedział Zayn.
-Jak to go nie ma? Jest na mnie wkurzony, mam szybko przyjeżdżać, a go tu nie ma. -w tym momencie zaśmiała się Perrie.
Teraz dopiero zorientowałem się, że jest coś nie tak. Louis podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach, jakby chciał mnie pocieszyć.
-Chcemy cię chronić Harry. -powiedział.
-Chronić?! Niby przed czym? 
-Przed kolejnym rozczarowaniem. -tym razem wtrącił się Liam wychodząc z kuchni.
-Co?! Możecie mnie oświecić?
-Nie chcemy żebyś znowu cierpiał przez... -nie dałem mu dokończyć.
-Przez Mię? Co z wami ludzie? Po raz pierwszy poznaję dziewczynę, która mi się nie narzuca i do tego jest miła, a wy mi mówicie, że chcecie mnie przed nią chronić?! Gdzie byliście jak poznałem Caroline albo Taylor?
-Ale.. -próbował wtrącić Louis.
-Ale co? Louis, przecież znasz Mię, sam mnie wziąłeś na ten pokaz, żebym się z nią zobaczył. Eleanor ją lubi.
-No właśnie... Eleanor mi powiedziała, że jedna z modelek słyszała rozmowę Mii, w której mówi o tym, że przy tobie się wybije, że bez problemu owinie cię wokół palca i praktycznie już to robi. Nie mam racji?
-Słucham?!
-Myślisz, że ten artykuł w gazecie był przypadkowy? -powiedział jakby od niechcenia Zayn.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Spojrzałem tylko na Niall'a, który stał z założonymi rękoma, oparty o futrynę drzwi. Ani razu się nie odezwał, tylko kiwał głową jakby również nie mógł tego zrozumieć.
-Walić ten artykuł. Chciałbym się dowiedzieć co to za modelka, która niby słyszała tę rozmowę. -nie dawałem za wygraną.
-Nie wiem. -Louis opuścił głowę.
-Czyli jesteście tak bardzo pewni tego co powiedziała, a nawet nie wiecie kto to. 
Nikt już na to nie odpowiedział.
-Dziękuję za popsucie mi dnia. -dodałem i poszedłem do kuchni, za mną wszedł Niall.
-Też nie mogłem w to uwierzyć jak mi powiedzieli. Choć znam ją niecały wieczór, to nie wygląda na taką osobę. -powiedział opierając ręce o blat.
-Dzięki stary. -uśmiechnąłem się do niego. 

*Oczami Mii*
Po spotkaniu z Harry'm od razu wróciłam do swojego mieszkania. Nie miałam ochoty włóczyć się samotnie po mieście, tylko czemu? Zawsze lubiłam sama chodzić na zakupy. Od momentu w którym poznałam Harry'ego, potrzebuję kogoś. Tak, przyznaję się, chciałabym mieć kogoś bliskiego, kogoś z kim mogłabym porozmawiać. Mieć kogoś do kogo będę mogła się przytulić i przede wszystkim kogoś komu będzie na mnie zależało. Nie zaprzeczam, mógłby być to Harry. Tylko nie jestem pewna czy mu zależy na czymś więcej. Mogę tylko tak przypuszczać po tym, jak zależało mu na naszym spotkaniu. Weszłam do środka, zdjęłam płaszcz i buty. Na kanapie siedziała Amy, oglądała telewizor i zajadała się lodami.
-I jak spotkanie z Harry'm? -zapytała, odwracając głowę w moją stronę.
-Skąd wiesz, że się z nim widziałam?
-Internet, siostro, internet.
No tak, od razu mogłam się domyślić, że nasz zdjęcia trafią na portale. Podeszłam do Amy i usiadłam obok niej. Wyprostowałam nogi i oparłam głowę o oparcie kanapy.
-Co dzisiaj robiłaś? -zapytałam.
-Ja pierwsza zadałam ci pytanie. Jak spotkanie z Harry'm? -uniosła brwi do góry.
-Dobrze. -odpowiedziałam szybko. -A jak Ryan? 
-Nooo też dobrze. 
-To sobie pogadałyśmy. -obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-To co robimy? -zapytała.
-Nie wiem jak ty, ale ja idę pogadać z Lukiem na skype. Potem możemy iść coś zjeść.
-Ok, to ja coś sobie pooglądam.
Idąc do sypialni miałam szczerą nadzieję, że Luke będzie dostępny, rano napisał mi, że będzie na mnie czekał. Usiadłam na łóżku po turecku i przysunęłam do siebie laptopa. Szybko włączyłam skype. Na całe szczęście Luke był dostępny. Nie zdążyłam nacisnąć guzika "Zadzwoń", a już musiałam klikać "Odbierz". 
-Cześć. -pomachał w stronę kamerki.
-Cześć 
-Co u mojej Mii?
-A nic szczególnego się nie wydarzyło.
-Serio, nic szczególnego. To dlaczego gdy wejdę na jakiś plotkarski portal to widzę twoją twarz.
-A od kiedy ty wchodzisz na takie strony?
-Dobra, nie będę przeciągał.
-Czego?
-Mam dla ciebie niespodziankę. -uśmiechnął się szeroko.
-Jaką niespodziankę? -aż podskoczyłam lekko na łóżku z podekscytowania.
-Za trzy dni będę w Londynie. 
W tym samym momencie dostałam sms'a, Automatycznie spojrzałam na wyświetlacz.

-Mia, jesteś tam? Myślałem, że się ucieszysz. -usłyszałam głos Luke'a
-Jasne, że się cieszę, nawet nie wiesz jak bardzo. 
-Mam pytanie.
-Tak?
-Będę mógł się u ciebie zatrzymać? -spojrzał na mnie, czekając na odpowiedź.
-Myślałam, że jak mówiłeś o przyjeździe do Londynu to od razu zakomunikowałeś mi, że śpisz u mnie. Co to w ogóle za głupie pytanie?
-Tak tylko chciałem się upewnić.
-Luke, muszę już iść, mam coś do załatwienia i bardzo, ale to bardzo cieszę się, że niedługo się zobaczymy. 
-Ja też. To będę jeszcze do ciebie pisał co i jak.
-Okej, do zobaczenia. -posłałam mu buziaczka i się rozłączyłam.
Wstałam z łóżka i jeszcze raz spojrzałam na sms'a od Harry'ego. O czym chce ze mną porozmawiać? Co się mogło wydarzyć przez te kilka godzin od naszego spotkania? A może chce mnie tylko zobaczyć? Czemu muszę mieć najczarniejsze myśli. Po chwili namysłu zaczęłam wystukiwać wiadomość do Harry'ego. 

Podeszłam do lustra, żeby zobaczyć czy jeszcze jakoś w miarę wyglądam. Nie było źle więc udałam się do salonu. Jest w miarę czysto, tylko pozbierałam ubrania z kanapy i przetarłam stół szmatką. Z łazienki wyszła Amy.
-Sprzątasz, no niewiarygodne. Odkąd tutaj jestem to jest tylko i wyłącznie mój obowiązek. 
-Nie przesadzaj, nikt ci nie karze. -odpowiedziałam, zanosząc ściereczkę do kuchni.
-Spodziewamy się kogoś? -powędrowała za mną.
-Harry zaraz tutaj będzie.
-Oooo, jak słodko. Tak się za tobą stęsknił, że postanowił przyjechać do twojego mieszkania.
Amy momentami potrafi być miła, ale czasami jest tak wredna, że mam ochotę jej coś powiedzieć. Ale akurat teraz nie mam ochoty na wszczynanie kłótni.
-Chce ze mną porozmawiać.
-Ta, porozmawiać. -mrugnęła do mnie jednym okiem.
-Przestań, jesteśmy tylko znajomymi.
-Dobra, jak chcesz. Idę na miasto, zostawię was samych.
-Dzięki.


***
Trzydzieści minut później. Usłyszałam dzwonek to drzwi. Szybko wstałam z kanapy i ruszyłam aby otworzyć. Stanęłam przed nimi i wzięłam głęboki oddech. Przekręciłam klucz i otworzyłam je szeroko. Na progu stał Harry. Widać, że nie był w humorze. Nawet nie próbował wymusić na twarzy uśmiechu. 
-Mogę? -zapytał.
-Jasne, wchodź. -odsunęłam się od drzwi i zamknęłam je jak wszedł do środka.  -Chodźmy może do kuchni. -zaproponowałam
W ciszy udaliśmy się jej stronę. Zaproponowałam Harry'emu herbatę. Gdy ja przygotowywałam napój on usiadł na krześle przy blacie.
-Wydaje mi się, że chciałeś o czymś ze mną porozmawiać. -zapytałam, trochę obawiając się tego co ma mi do powiedzenia.
-Tak, tylko proszę cię, nie potraktuj tego jako oskarżenie, chcę tylko ustalić pewne fakty.
-Jakie fakty? -oparłam się o blat stojący za mną, cały czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z Harry'm.
-Ktoś mi powiedział, że... -przełknął ślinę.
-Że? -próbowałam mu jakoś pomóc.
-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale...
-Harry błagam cię, powiedz w końcu o co chodzi.
-Ktoś mi powiedział, że spotkałaś się ze mną tylko dlatego, że chcesz sobie pomóc w karierze dzięki mnie.
Na te słowa zrobiło mi się słabo. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Co?! Czy on myśli, że chodzi mi o sławę, że zależy mi na jego pieniądzach.
-Wcale mnie nie znasz. -powiedziałam już nie patrząc mu w oczy.
-Mia, to nie tak. Ja tak nie myślę.
-To dlaczego mi o tym mówisz? I niby komu miałam o tym powiedzieć?
-Właśnie to chciałbym ustalić. Eleanor nie chce mi powiedzieć od kogo się tego dowiedziała.
-Eleanor? Ona ci o tym powiedziała?
Nie wierzę, myślałam, że Eleanor jest bardzo w porządku i nie przejmuje się plotkami. Wydawało mi się, że jest godna zaufania, a teraz słyszę, że rozpowiada takie plotki na mój temat. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Harry w tym momencie podniósł się z krzesła i do mnie podszedł. Stanął przede mną i złapał mnie jedną ręką za moje ramię.
-Przepraszam, niepotrzebnie ci o tym mówię.
-Właśnie potrzebnie. Przynajmniej lepiej poznałam osoby, które uważałam za moich dobrych znajomych.
-Nie obwiniaj Eleanor. -przechylił lekko głowę w prawo.
Podniosłam wzrok do góry i spojrzałam w jego zielone oczy. Harry zrobił jeden krok w przód, tak, że mogłam poczuć zapach jego perfum. Cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku, uśmiechnął się tylko delikatnie. 
Przysunął swoją twarz do mojej, ja lekko wspięłam się na palcach by trochę wyrównać naszą różnicę we wzroście.
-Teraz nikt nam się nie przygląda. -zaśmiał się cicho, a moje serce zaczęło szybciej bić.


Jeśli przeczytałeś to bardzo proszę o komentarz. Nie macie pojęcia, jak bardzo pomagają mi one w pisaniu.
Na pytania odpowiadam tutaj.



sobota, 23 lutego 2013

Rozdział VI

-Przepraszam za moją siostrę. -powiedziałam, gdy już siedzieliśmy w samochodzie.
Harry tylko uśmiechnął się pod nosem zapinając pasy. Po chwili zrobiłam to samo. Nie wiem dlaczego, ale przestałam się przy nim stresować. Pewnie jest to spowodowane faktem, że od kilku minut nie spojrzał mi prosto w oczy, co tak bardzo mnie dekoncentruje. Przybliżyłam się do radia aby je uruchomić i nasze ręce się spotkały na przycisku "ON". Harry cofnął rękę, a ja spoglądając na niego włączyłam muzykę. O dziwo się nie zarumieniłam ani nerwowo zaśmiałam. Czyżby wróciła stara Mia? Leciała jedna jedna z nowszych piosenek Taylor Swift (klik). Harry momentalnie się spiął, zacisnął jedną rękę na kierownicy, a drugą przekręcił kluczyk w stacyjce. Postanowiłam, że zmienię stację radiową, sama nie chciałabym słuchać swojego byłego, a zwłaszcza po niedawnym zerwaniu. Tak, wiem, że byli ze sobą. Bo kto niby nie słyszał o Haylor? Na następnej stacji grali to. Lubię tę piosenkę, stwierdziłam, że może zostać.
-To gdzie jedziemy? -odwróciłam głowę w jego stronę.
-Pomyślałem, że może... Zapraszam cię na imprezę do mojego kumpla.
-Na imprezę?
-No wiesz, po co miałaby zmarnować się taka ładna sukienka. -Objął mnie wzrokiem od stóp po czubek głowy.
-Znamy się dwa dni, a jedziemy już na trzecią imprezę, ciekawe.
-Chyba nie chcesz nazwać imprezą miejsca z którego dopiero co wyszliśmy. -zaśmiał się cały czas patrząc przed siebie.
-Masz rację. Co to za kolega do którego jedziemy?
-Nick, jest dziennikarzem. Nie martw się, jest bardzo w porządku. I przynajmniej nie będzie się do ciebie przystawiał jak Zayn.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. Czyżby był o mnie zazdrosny, przecież w ogóle mnie nie zna. Z drugiej strony, to bardzo miłe, że tak się o mnie "troszczy".
-Jest gejem. -dodał
-Rozumiem.
Jechaliśmy jeszcze przez jakieś trzydzieści minut. Przez nawet sekundę nie zapadła cisza, bardzo dobrze mi się z nim konwersowało. A rozmawialiśmy o wszystkim, podobnie jak na imprezie u Eleanor. Harry, pomimo swojej sławy i otoczki jaką ma wyrobioną, jest normalnym chłopakiem, można z nim dosłownie porozmawiać o wszystkim.
-Muszę ci się do czegoś przyznać. -wtrącił po chwili.
-Słucham.
-Od zawsze myślałem, że modelki są..no wiesz.
-Głupie?
-Nie o to mi chodzi... no rozumiesz.. zawsze, no...
-No powiedz to. -zaśmiałam się unosząc brwi, ciałem skierowałam się bardziej w jego stronę.
-Dobra, myślałem, że są głupie i zapatrzone w siebie.
-A co jeśli ja taka jestem?
-Do tego właśnie zmierzam, przy tobie właśnie zmieniam zdanie na temat osób pracujących w modelingu.
-Harry, znasz mnie dopiero niecałe dwie doby.
-Nieważne ile, ważne, że zdążyłem sobie wyrobić zdanie na twój temat.
-To miłe z twojej strony. -uśmiechnęłam się patrząc w stronę bramy w którą w tym momencie wjeżdżaliśmy.
Harry zaparkował przed nią i wysiadł z samochodu. Po chwili pojawił się przy moich drzwiach i je otworzył.
-Dziękuję -powiedziałam wysiadając z jego auta.
Podeszliśmy razem do domofonu wiszącego na murze. Harry przycisnął guzik.
-Tak?
-Nie tak, tylko otwieraj.
-Robi się Haroldzie.
-Nie mów tak do mnie. -prawie krzyknął, a ja zakryłam twarz ręką aby się nie zaśmiać.
Brama się otworzyła i weszliśmy na posesję. Chwilę szliśmy po kostce brukowej prowadzącej do wielkiej willi. Prawie cały wjazd zastawiony samochodami. Musi być tu sporo ludzi. W otwartych drzwiach stał wysoki brunet z szerokim uśmiechem na twarzy.
-No Haroldzie, nie spodziewałbym się. -spojrzał na mnie.
Gdy już do niego podeszliśmy, podszedł do mnie i pocałował mnie w rękę.
-Nick.
-Mia.
-Nie zraź się do niego zbyt szybko. -mrugnął do mnie i odwrócił się w stronę Harry'ego.
Harry stał z założonymi rękami, głowę miał lekko przechyloną w bok.
-Skończyłeś już przedstawienie? -zapytał z ironią.
-Powinieneś się ode mnie uczyć. Dobra, wchodźcie do środka. -wskazał na drzwi.
Muszę przyznać, że dom, dosyć, że był ogromy, to jeszcze przepięknie urządzony. Marmury, drewniane wykończenia. Choć sama jestem zwolenniczką nowoczesnych wnętrz to tutaj bardzo mi się podobało. Zdjęliśmy okrycia i zawiesiliśmy na wieszaki. Nick zaprosił nas do salonu. Miałam racje, że jest tutaj sporo ludzi. Jedni stali przy barku, inni tańczyli w rytm muzyki. Parę osób znałam z widzenia, spotkałam również dwie "koleżanki" z branży. Wymieniłyśmy się krótkim "cześć" i tyle z naszej znajomości. Do Harry'ego również podeszło kilka osób, w tym Niall, kolejny członek One Direction. Bardzo sympatyczny blondyn, widać, że bardzo lubią się z Harry'm.
-Może coś zjemy? -zaproponował Niall.
-O taak. -naprawdę zgłodniałam przez te parę godzin.
-To wy idźcie do kuchni, ja muszę gdzieś zadzwonić i zaraz do was wrócę. -powiedział Harry i wyszedł z salonu.
Niall tylko wzruszył ramionami i zaprowadził mnie do kuchni. Tam również przewijało się kilka osób, choć przez te kilka drinków jakie wypiłam odkąd tu przyjechaliśmy jest mi to obojętne.
-Jest ciasto, sushi, jakaś obleśna sałatka. -wymieniał Niall.
-Chyba skuszę się na ciasto.
-Czytasz mi w myślach.
Nałożył nam po kawałku ciasta i usiedliśmy na wysokich krzesłach przy blacie. Rozmawialiśmy o muzyce, sporcie, o jego rodzinnym państwie -Irlandii. Nauczyłam go kilku polskich słów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak naśmiałam. Po jakiś piętnastu minutach do kuchni wszedł Harry. Jakby trochę inny, bardziej uśmiechnięty. Przeczesał obydwoma rękoma włosy i wyciągnął jedną w moją stronę.
-Może zatańczymy? -czuć było od niego, że się trochę wstawił, ale przez to wydawał się jeszcze bardziej atrakcyjny.
-Jasne. -zeskoczyłam ze stołka i złapałam go za rękę.
Pomachałam jeszcze Niall'owi, a ten z zapchaną buzią ciastem odmachał mi i wrócił do konsumowania resztek z jego talerza. Resztę wieczoru spędziłam z Harry'm, praktycznie cały czas tańcząc i pijąc drinki. Co jakiś czas Harry szeptał mi komplementy do ucha, a ja wybuchałam śmiechem. Powiem szczerze, że nie myślałam, że będę się z nim tak dobrze bawić.
-Chcesz już stąd iść? -zapytał
Pokiwałam tylko głową, która była już trochę ciężka od ilości wypitego alkoholu.

***
Usłyszałam jakieś dziwne trzaskanie. Od razu otworzyłam oczy. Nie wiem jak to się stało, ale znajdowałam się w swojej sypialni, w swoim łóżku. Nie mogę uwierzyć w to, że urwał mi się film. Najbardziej jednak ciekawi mnie fakt, co robiłam od momentu którego nie mogę sobie przypomnieć. Jeszcze jedno mnie zainteresowało: Jak ja się tutaj znalazłam? Trzaskanie w kuchni się nasiliło. Postanowiłam, że wstanę. Trochę zakręciło mi się w głowie, ale udało mi się stanąć na obydwóch nogach. Cały czas byłam w sukience, którą miałam podczas wczorajszego wieczoru. Podeszłam do fotela i przebrałam się w dres jaki na nim leżał. Weszłam do kuchni. Jak się mogłam domyślić, to Amy była powodem tego hałasu. Spojrzała na mnie, ale nie odezwała się słowem. Chyba nadal jest zła na to, że kazałam jej wczoraj wrócić do domu. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej butelkę wody mineralnej. Po chwili mocowania się z nakrętką, mogłam ugasić pragnienie, które towarzyszyło mi od momentu otworzenia oczu. Zakręciłam wodę i odłożyłam ją na blat, o który się oparłam. 
-Przepraszam cię za wczoraj. -zwróciłam się do siostry.
-Nie powiem, mogłabyś być trochę milsza. Rozumiem, że to Harry Sty...
-Tak, wiem. -przerwałam jej.
-Mogłabyś mnie oświecić jak się tutaj znalazłam, trochę wczoraj popłynęłam.
-Trochę... Ryan cię przywiózł.
-Ryan?!
-Tak Ryan. -powtórzyła tym samym tonem co ja.
-Skąd on się tam wziął? -zapytałam zdenerwowana.
-Zadzwoniłaś po niego. Podobno twój towarzysz również nie był w stanie prowadzić samochodu. -spojrzała na mnie pytająco, jakby chciała się zapytać czy to prawda.
-Jest bardzo zły na mnie?
-Nie wiem, ale szczęśliwy też nie był jak cię tutaj przywiózł. 
Zobaczyłam, że moja kopertówka leży na stoliku przy kanapie.[Jeśli to czytasz, to na początku kometnarza napisz "Take me home".Sprawdzam tylko, czy faktycznie czytacie :)] Podeszłam do niej i wyciągnęłam z niej telefon. Na ekranie widniały nieprzeczytane sms'y:


Co do sms'a Luke'a: głupio się przyznać, ale zupełnie o nim zapomniałam. Tak, jak zawsze tylko marzyłam o tym, żeby porozmawiać z nim, tak teraz nawet przez myśl mi to nie przeszło. Dopiero teraz doszło do mnie to, że on nawet nie wiem, że Amy do mnie przyjechała. Koniecznie muszę z nim porozmawiać w najbliższym czasie i opowiedzieć o wszystkim co się wydarzyło. Sms Harry'go bardzo mnie zdziwił, ponieważ nie przypominam sobie, żebym dawała mu swój numer, a tym bardziej zapisywała jego. Choć po dłuższym zastanowieniu taka sytuacja mogła mieć miejsce, biorąc pod uwagę mój wczorajszy stan. Natomiast sms Ryan'a trochę mnie przeraził. Pewnie jak do niego zadzwonię będzie prawił mi kazania. "Zadzwonię do niego później" pomyślałam. 
-Mia, chodź szybko. -usłyszałam głos Amy dochodzący z mojej sypialni. 
-Co się stało?
-No chodź. 
Odłożyłam telefon i podeszłam do Amy. Ta siedziała na moim łóżku z laptopem na kolanach. 
-Zobacz co ciekawego znalazłam. -Odwróciła komputer w moja stronę. 
Moim oczom ukazał się artykuł na jakimś plotkarskim portalu. 
-Daj mi to. -powiedziałam gdy zobaczyłam na nim moje zdjęcie.
Usiadłam obok niej, wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam czytać:


 Nowa dziewczyna Harry'ego.


Wczoraj, znany wszystkim członek One Direction, Harry Styles udał się na imprezę do swojego kolegi Nick'a Grimshaw'a. Nie był jednak sam, towarzyszyła mu 20-letnia modelka Mia Adler. "Ślicznie ze sobą wyglądali, cały czas tańczyli ze sobą i się przytulali." -donosi jeden ze znajomych pary, który również był uczestnikiem wczorajszej imprezy. "Wyglądali na parę, nie rozstawali się na krok." -opowiada kolejna osoba z otoczenia gwiazdora. Czyżby Harry pocieszył się już po niedawnym rozstaniu z Taylor Swift?

Harry ma dobry gust?





***
Minęły cztery dni od imprezy.W tym czasie prawie cały czas przegadałam z Lukiem na skype. Bardzo mi to pomogło, jego rozmowy zawsze bardzo mi pomagają. Nie miałam prawie żadnego kontaktu z Harry'm. Natomiast w internecie wrzało. Ludzie pisali do mnie na twitterze i pytali o mnie i Harry'ego, na nic nie odpowiedziałam. Harry czuł się winny tej całej sytuacji. Dzwonił do mnie i przepraszał, zaprosił mnie również na kawę. Zgodziłam się. Umówiliśmy się w Starbucks'ie. Ubrałam się w to. Zarzuciłam na to swój czarny płaszcz i wyszłam z mieszkania. Amy w tym czasie spędzała czas z Ryan'em, oprowadzał ją po Londynie. To nic, że robią to trzeci dzień, nie wtrącam się w to. Wyjechałam z garażu i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Całą drogę myślałam o tym artykule. Ryan od zawsze mi mówił, że tak będzie gdy wkręcę się w takie towarzystwo. Racja, nie byłam przyzwyczajona do pojawiania się w takiej prasie. Owszem, nie raz byłam w gazecie, ale były to gazety związane z modą. Ludzie mało co wiedzieli o mnie, a teraz każdy próbuje wyciągnąć jakieś szczegóły z mojej przeszłości. Gdy podjechałam pod kawiarnię ujrzałam grupkę osób z aparatami w rękach. Pośród nich stał Harry i robił sobie zdjęcia ze swoimi fankami. Zgasiłam silnik i lekko uchyliłam drzwi od samochodu. Nie wiem czy chcę uczestniczyć w życiu jakie prowadzi Harry i jego koledzy z zespołu, nie wiem czy jestem gotowa na ten cały szum medialny spowodowany moją osobą, choć z Harrym widziano mnie tylko raz. I nie wiem czy jestem gotowa na to żeby zobaczyli mnie drugi raz? Spojrzałam jeszcze raz na niego i w tym momencie zobaczyłam, że on dostrzegł mnie. Uśmiechnął się w moim kierunku. W tym momencie postanowiłam, że jestem gotowa. Otworzyłam szeroko drzwi i wyszłam z samochodu. Wszyscy odwrócili się w moją stronę. Harry odszedł od grupki ludzi i podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek.
-Chodźmy do środka, chyba, że znowu chcemy o sobie trochę poczytać. -zaśmiał się.
Razem ruszyliśmy w stronę kawiarni, pomógł nam się tam dostać ochroniarz Harry'ego. Usiedliśmy przy stoliku, jak najdalej od okien. Zamówiliśmy dwie kawy latte. 
-Cieszę się, że przyszłaś. 
-Ja również.
-Myślałem, że po tym artykule nie będziesz chciała mnie już widzieć.
-To nie tak..
-Rozumiem, że nie jesteś przyzwyczajona do takich reakcji.
-Nie to, że nie jestem przyzwyczajona, jak po prostu ich unikam.
-Widzisz, ja nie mogę. -opuścił wzrok i złapał za kubek. 
-Przepraszam. -zrobiło mi się głupio.
-Nie masz za co, takie są fakty. Mam nadzieję, że przez to co się stało nie urwiesz ze mną kontaktu. -spojrzał na mnie pytająco.
-Nie mam najmniejszego zamiaru. -uśmiechnęłam się do niego.
Uniósł wzrok, widziałam, że się cieszy. To co przed chwilą powiedziałam było stu procentową prawdę, na prawdę zależy mi na naszej znajomości. Przy nim czuję się bardzo swobodnie, nic nie udaję, bo widzę, że on również tego nie robi. Chyba wystarczającą udowodniliśmy to na imprezie. Mam nadzieję, że jest to dopiero początek naszej znajomości.Wzięłam łyka kawy nie tracąc z nim kontaktu wzrokowego.


Bardzo proszę o komentarze, ponieważ motywują mnie do pracy :)

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział V

Nadszedł dzień pokazu. Na całe szczęście wstanie nie było dla mnie wielkim problemem, o dziwo wstałam 20 minut przed 9.00. Gdy tylko otworzyłam oczy i ledwo spojrzałam na zegarek od razu zorientowałam się jaki był powód tak wczesnej pobudki, usłyszałam jak Amy, bo kto niby inny, krząta się po kuchni. Zdjęłam z siebie kołdrę, przeciągnęłam się kilka razy i postanowiłam wstać z łóżka. Wzięłam dłuższą bluzkę z fotela i ją założyłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, tak w stu procentach, że moja siostra spędziła u mnie cały wczorajszy dzień. Nie mam pojęcia o czym z nią rozmawiać, choć już na starcie wiem, że na pewno nie o rodzicach. Rozumiem, że rozmowa o relacjach z naszą rodziną w jakimś stopniu odbudowałaby nasze relacje, ale nie jestem na nią gotowa. Weszłam do kuchni, Amy stała przy blacie i wycierała go energicznie szmatką. rozejrzałam się dookoła, panował ład i porządek. Dawno nie widziałam swojego mieszkania w takim stanie, nigdy nie miałam czasu żeby posprzątać. Amy od razu mnie nie zauważyła, wystukiwała sobie nogą rytm piosenki lecącej w radio. Akurat leciało: One Direction - Kiss you. Tak, znam te bardziej znane piosenki i muszę przyznać, że lubię czasem sobie posłuchać ich jadąc samochodem. Dziwny natomiast jest fakt, że do końca wczorajszego dnia myślałam o oczach jednego z wokalistów tego zespołu, a od samego rana słyszę jego głos.
-Ooo, cześć. -tym razem usłyszałam głos mojej siostry.
-Dzień dobry -odpowiedziałam.
-Jak się spało? Nawet nie słyszałam kiedy przyszłaś.
-Nie narzekam... Dziękuję, że posprzątałaś tutaj, przecież nie musi.. -przerwała mi
-Musiałam, musiałam. Jakoś muszę ci się zrekompensować za to, że przyjęłaś mnie pod swój dach.
Od kiedy on zarobiła się taka miła i uczynna? Musiało mnie sporo ominąć odkąd wyprowadziłam się od rodziców. Sporo...to mało powiedziane, musiała nastąpić niemała rewolucja w umyśle Amy. Czyżby zrozumiała jacy na prawdę są nasi rodzice? Pewnie tak, przecież inaczej to by się od nich nie wyprowadziła i nie przyjechała do mnie z płaczem.
-Ja znowu wychodzę, mam dzisiaj pokaz... -znowu mi przerwała.
-Mogę iść z tobą?
Hmm..Nie wiem czy chcę wprowadzać swoją siostrę, do niedawna wroga, aż tak bardzo w moje życie. Z drugiej strony, to co mam zrobić? Powiedzieć, nie, nie możesz i kazać jej zostać w domu. Nie chcę zamieniać się w moją mamę...
-Jasne, zadzwonię do Ryan'a i zapytam czy załatwi ci wejściówkę.
-Kim jest Ryan? -oparła się z ciekawości o blat.
-Ryan to mój menażer.
-Jejku, jak ty masz fajnie. Sama zarabiasz na siebie, jesteś modelką. Otaczasz się sławnymi ludźmi, żyjesz jak księżniczka.
Wywróciłam oczami i lekko się zaśmiałam.
-No powiedzmy. Dobra, ja idę zadzwonić do Ryana, a ty się przygotuj.
-Ale ja nie mam się w co ubrać. -spojrzała na mnie.
-Idź do mojej garderoby i weź co chcesz.
Gdy to powiedziałam, cofnęłam się do sypialni by zadzwonić do Ryan'a. Ledwo zdążyłam to zrobić, usłyszałam dzwonek domofonu. Podeszłam szybko do drzwi, w głośniku odezwał się Ryan. Od razu go wpuściłam i poszłam do łazienki. Wcześniej otworzyłam zamek od drzwi, żeby Ryan mógł wejść. Gdy się rozbierałam aby wejść pod prysznic usłyszałam jego głos za drzwiami łazienki.
-Dzień dobry księżniczko.
-Hej. Właśnie biorę prysznic, wejdź do salonu.
Nie czekałam na jego odpowiedź i odkręciłam wodę. Szybko się umyłam. Gdy wyszłam spod prysznica, wysuszyłam włosy i umyłam zęby. Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do salonu. Ryan siedział na kanapie, obok niego moja siostra. O czymś rozmawiali, śmiali się. Nie wiedziałam, że Amy po rygorystycznej szkole rodziców jest taka pewna siebie i otwarta na innych. Ja sama musiałam oswoić się z nowym towarzystwem i natłokiem ludzi jakich poznałam przez krótki okres czasu. Jako modelka nie mogę być zamknięta na ludzi, przecież cała moja praca polega na kontaktach z innymi.
-Jestem. -powiedziałam poprawiając ręcznik.
Ryan poderwał się z kanapy, jakby coś przeskrobał. Zaśmiałam się w sobie bo raczej nie jestem przyzwyczajona do speszonego Ryana. Od razu zauważyłam, że Amy ubrała się w moją kremową sukienkę do ziemi z rozporkiem po boku. Miała na sobie moje szpilki. Czyżbyśmy miały taki sam rozmiar buta? Muszę przyznać, że wyglądała naprawdę korzystnie.
-Już dzwoniłem do kogo trzeba, Amy może iść z nami. -powiedział Ryan lekko się uśmiechając.
-Dziękuję bardzo. -powiedziała Amy spoglądając na mojego menadżera
-Wiedziałam, że można na ciebie liczyć. Lecę się ubrać, poczekajcie na mnie.
Ruszyłam w stronę garderoby i wyciągnęłam zestaw na dzisiaj. Nie zamierzałam się za bardzo stroić, zaraz i tak ubiorą mnie w kilka sukienek. Wybrałam ten, dosyć luźny zestaw. Wróciłam do salonu.
-Gotowa? -zapytał Ryan.
-Możemy jechać. -odpowiedziałam.
Droga do miejsca w którym miał się odbyć pokaz trwała prawie godzinę. W Londynie o tej godzinie są straszne korki, ciągnące się w nieskończoność. W ciągu tej godziny, jak nigdy, rozmawiałam z Amy. Wygłupialiśmy się z Ryan'em. Naprawdę, świetnie dogadywałam się z moją siostrą. Po dotarciu na miejsce Amy gdzieś zniknęła. Mnie zaciągnęli do przebieralni, aby zrobić próbę generalną. Nigdzie nie widziałam Eleanor, co wydawało mi się trochę dziwne, ale nawet nie miałam czasu żeby do niej zdzwonić. Pokazali nam plan, jak mamy wychodzić. Jeszcze raz przymierzałyśmy ubrania. Ledwo się obejrzałam a wybiła godzina 16.45. Zostało piętnaście minut do wielkiego wyjścia. Charakteryzatorka kończyła mnie malować, a osoba odpowiedzialna za pokaz wywołała moje imię. Zdążyłam tylko szybko dodać tweeta na mojego twittera:
Jakaś kobieta podała mi szpilki, a ja od razu popędziłam w stronę wybiegu. Stanęłam z kotarą i czekałam na znak, żebym mogła wyjść.
-3,2,1...idziesz. -powiedział mężczyzna za mną.
Moje serce zabiło szybciej, pewnym krokiem stanęłam na środku wybiegu. Światła reflektorów, muzyka i ludzie siedzący dookoła - to jest to co kocham. Teraz wiedziałam dlaczego Eleanor nie było za kulisami, siedziała z Louisem na widowni. Nie to jednak przykuło moja uwagę, obok Louisa siedział nikt inny jak Harry Styles. Próbowałam przestać myśleć i dzięki Bogu mi się udało. Wróciłam za kulisy bez najmniejszego   zachwiania. Kolejne wyście poszło mi bez problemu, w ogóle nie patrzyłam w ich stronę. Tym razem moją uwagę zwróciła Amy siedząca obok Ryan'a. Uśmiechała się do mnie, muszę przyznać, że było mi bardzo miło, ponieważ, nie wiem czemu ale czułam jej wsparcie. Pokaz skończył się po godzinie. Udałam się do przymierzalni aby przebrać się w sukienkę, jaką przygotowała mi Eleanor na after party. (klik). Sala w której miała odbyć się impreza kończąca pokaz znajdowała się w tym samym budynku co sam pokaz, więc od razu udałam się w jej kierunku. Od samego progu przywitała mnie Eleanor i Louis.
-Byłaś świetna -krzyknęła w moim kierunku.
-Dziękuję. -opowiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach.
-Harry cię szuka. -mrugnęła w moim kierunku Eleanor, a Louis się zaśmiał. 
Na sto procent zauważyli, że się zarumieniłam. Jejku, co się ze mną dzieje? Od kiedy zrobiłam się taka nieśmiała?
-Jak znajdzie, to znajdzie -zaśmiałam się, aby uratować moją sytuację.
-Słyszałem, że spędziliście ze sobą trochę czasu podczas imprezy u El. -powiedział Louis.
-Ciekawe od kogo? Nie możesz od razu powiedzieć, że Harry ci powiedział -Eleanor klepnęła go w ramię.
-O wilku mowa. -odpowiedział Louis i wskazał ręką w kierunku za moimi plecami. 
Momentalnie się odwróciłam. Nasze oczy się spotkały, a Harry zaczął zbliżać się w naszym kierunku.
-To my wam nie będziemy przeszkadzać. -Eleanor pociągnęła za sobą swojego chłopaka i zniknęli gdzieś w tłumie.
-Cześć. -powiedział Harry
-Cz-cześć -odpowiedziałam.
JEZU! Jaki obciach? Dlaczego ja się jąkam? Mia, przestań!
-Ślicznie wyglądasz. -powiedział i przybliżył się do mojego policzka, żeby mnie w niego pocałować. 
Poczułam na twarzy jego oddech. Gdy się ode mnie odsunął, uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję. 
Tak! Nie zająknęłam się ani razu. Boże, z czego ja się w ogóle cieszę? Że się nie zająknęłam. Na złość moje powieki zaczęły nerwowo mrugać. Co on ma takiego w sobie, że tak na mnie działa? 
-Coś nie tak? -zapytał trochę zakłopotany.
-Nie, nic. Po prostu nie spodziewałam się, że się zobaczymy.
-Przecież powiedziałem do zobaczenia.
-Ale nie sądziłam, że tak szybko. 
-Widzisz, jak tylko powiedziałaś mi o dzisiejszym pokazie, ja od razu zaplanowałem, że tu przyjdę.
-Wszystko tak szybko planujesz? -zaśmiała się.
-Staram się. -rozejrzał się dookoła. -A propo szybkich decyzji, może urwiemy się stąd. Chyba, że masz ochotę popijać szampana i zosta...
-Jasne. 
-Widzę, że podejmowanie decyzji przychodzi ci tak samo szybko ja mi. 
Nagle za moimi plecami usłyszałam głos mojej siostry.
-Nie wierzę, ty jesteś Harry Styles! -prawie ogłuchłam 
Nie, tylko nie ona. Dlaczego w tym momencie? Harry tylko uśmiechnął się, raz spoglądając na Amy, raz na mnie.
-Poznaj, to moja siostra Amy. -powiedziałam a Amy szybko wyciągnęła dłoń w jego kierunku. Harry Potrząsną nią i puścił. 
-Miło mi. -odpowiedział. 
-Jestem twoją wielką fanką. -kontynuowała
-A ja od dzisiaj fanem twojej siostry. -w tym momencie znów poczułam, że zalałam się rumieńcem.
Amy tylko spojrzała na mnie z niedowierzaniem, jakby chciała powiedzieć "CO? Harry Styles twoim fanem?" W tym momencie do Harry'ego zadzwonił telefon.
-Przepraszam. -powiedział i odszedł kawałek zatykając jedno ucho, żeby lepiej słyszeć.
-Skąd znasz Harry'ego?
-Poznałam go wczoraj.
-Wczoraj?! Ja sobie smacznie spałam, a ty spędzałaś czas z nim?
-Amy zrozum, znam dużo sławnych ludzi, to część mojej pracy. Przyzwyczaj się do tego.
-I na każdego widok się tak rumienisz?
Myślałam, że zaraz jej coś zrobię. Czyżby wróciła stara Amy? 
-Daj mi spokój, masz tutaj pieniądze, wróć do domu taksówką -wyciągnęłam z kopertówki banknoty i wcisnęłam jej do ręki.
-Ale ja chcę zostać.
-Ale ja nie chcę. -na te słowa Amy wzięła pieniądze, odwróciła się na pięcie i wyszła paradnym krokiem.
Zauważyłam, że za nią ruszył Ryan. Kim on jest? Moim menadżerem, czy facetem od pocieszania? Jutro z nim o tym pogadam. Po chwili wrócił Harry.
-To jedziemy? -zapytał gdy tylko stanął na przeciwko mnie.
-Ale dokąd?
-Przed siebie.
-Czyli to jest to twoje planowanie? -zaśmiałam się, choć wizja pojechanie gdziekolwiek bardzo mi się podobała.
-Nikt jeszcze nie narzekał. -wysunął podbródek do przodu. 
-A co jak będę pierwsze?
-Uwierz mi, nie będziesz.
Wskazał ręką drzwi wyjściowe. Weszliśmy do szatni, żeby wziąć nasze nakrycia. Podobnie jak wczoraj pomógł mi się ubrać i ruszyliśmy na parking. 


Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Czekam na Wasze opinie w komentarzach.





niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział IV

Siedziałam na kanapie patrząc na Amy zanoszącą się od płaczu, cały czas tłumaczyła mi, że nie może wytrzymać już z rodzicami. Mówiła, że za dużo od niej wymagają, a ona nie chce być ciągle na ich zawołanie. W tej sprawie rozumiałam ją w stu procentach.
-Mia, błagam cię, powiedz coś. -powiedziała ocierając oczy. Przyglądała mi się, czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi bo jestem twoją siostrą, ale co ja mam do tego? -gdy to usłyszała, znowu wybuchnęła płaczem.
-Dobra, już spokojnie. Możesz się u mnie zatrzymać, przez jakiś czas oczywiście. Zrozum, mam swoje życie. -dodałam, próbowałam zrobić to w sposób obojętny, ale zrobiło mi się jej żal. Trochę też nie mogłam uwierzyć, że się na to zgodziłam.
Amy momentalnie rzuciła mi się na szyję. Objęłam ją.
-Dziękuję ci, jakoś się odwdzięczę. -spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczyma trzepocząc przy tym rzęsami.
-Ok, ok. Nie ma za co. -odsunęłam się od niej i wstałam z kanapy. Amy złapała mnie za rękę. Odwróciłam się w jej stronę.
-Przepraszam za wszystko co zrobiłam ci wcześniej. -próbowała znów nie zacząć płakać.
-Mam nadzieję, że się zmieniłaś. -spojrzałam na nią wymownie.
Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, to Eleanor. "Mam nadzieję, że zobaczyła mojego sms'a i nie czeka teraz na mnie w restauracji" -pomyślałam. Nacisnęłam przycisk odbierz.
-Hej, mam nadzieję, że wyjaśniłaś już swoje sprawy rodzinne. -powiedziała ciepłym głosikiem.
-No powiedzmy, ale.. - nie zdążyłam dokończyć.
-To dobrze. W ramach rekompensaty, że mnie wystawiłaś musisz przyjechać na imprezę, którą organizuję dzisiaj u siebie. -mówiła tak szybko, że ledwo co zrozumiałam.
-Brzmi kusząco, ale.. -znowu nie dała mi dokończyć
-Nie ma żadnego ale, widzę cię zaraz u mnie. Jak chcesz to weź kogoś ze sobą. -w tym momencie spojrzałam na Amy, ta szukała czegoś do zjedzenia w kuchni.
-Nie, raczej przyjdę sama.
-Ok, zaraz ci wyślę adres sms'em. Do zobaczenia. -odłożyła słuchawkę, a ja zwróciłam się do Amy.
-Wychodzę, nie wiem kiedy wrócę. A ty w tym czasie się rozgość, rozpakuj czy coś w tym stylu.
-Ok. -powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Bez zastanowienia ruszyłam do garderoby. Otworzyłam drzwi i zaczęłam rozglądać się po półkach, przekładałam wieszaki. "W co ja mam się ubrać?"-pomyślałam. Usiadłam na fotelu stojącym  po środku pokoju, cały czas rozglądając się dookoła. Nagle moją uwagę przykuła sukienka wisząca na wieszaku w kącie garderoby. To nic, że jest luty, ona składa się z dwóch części i jest bardzo krótka. Jeśli mi się podoba to nie ważne jaka jest pogoda. Wzięłam sukienkę do ręki, szybko się rozebrałam i założyłam ją na siebie. Podeszłam do lustra i zobaczyłam jak wyglądam. (klik).  Byłam bardzo zadowolona z efektu, a z biżuterią wyglądałam jeszcze ładniej. Nie żebym popadała w jakiś samozachwyt ale wyglądałam bardzo dobrze. Ubrałam do tego czarne szpilki i wyszłam z garderoby. Weszłam do sypialni po czarną kopertówkę wsadziłam tam telefon i błyszczyk. Do sypialni weszła Amy i spojrzała na mnie.
-Ślicznie wyglądasz. -powiedziała stawiając swoją walizkę w kącie.
-Dzięki. -nie wiem dlaczego, ale nadal nie ufam Amy i każde słowo wypowiadane przez nią wydaje mi się kłamstwem.
Wzięłam czarny płaszcz leżący na fotelu przy oknie i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Szybko złapałam kluczyki leżące przy lustrze i wyszłam z mieszkania. Nie zamierzam dzisiaj pić, więc postanowiłam pojechać swoim autem. Podstawowym powodem dlaczego nie chcę dzisiaj tknąć alkoholu, jest fakt, że jutro mam pokaz. Ryan od rana bombarduje mnie sms'ami, żebym tylko nie zapomniała. Wsiadałam do swojego czarnego Range Rover'a, wbiłam adres Eleanor w GPS'a i ruszyłam przed siebie. Po ok.30 min jazdy dotarłam na miejsce. Pod domem stało trochę samochodów, zaparkowałam na pierwszym lepszym wolnym miejscu mając nadzieję, że nie ma żadnego zakazu. Wyszłam z samochodu i podeszłam do wielkich drzwi wejściowych. Jak tylko przekraczałam wysoki płot posesji było słychać muzykę dobiegającą ze środka. Nacisnęłam na dzwonek, kolana lekko mi się trzęsły z zimna. Po bardzo krótkim czasie drzwi się otworzyły, a moim oczom ukazała się Eleanor z szerokim uśmiechem na twarzy. Była ubrana z dopasowaną bordową sukienkę bez ramiączek. W ręku trzymała szklankę, prawdopodobnie z drinkiem.
-Witaj kochana, cieszę się, że jesteś. -weszłam do środka i podałam jej whisky, które kupiłam kiedy zatrzymałam się na stacji benzynowej. Eleanor pocałowała mnie w policzek.
-Ślicznie wyglądasz. -powiedziałam i zaczęłam ściągać płaszcz, zawiesiłam go na wolnym haku przy drzwiach.
-Tobie też niczego nie brakuje. -dodała puszczając w moim kierunku oczko. Obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
W tym momencie w drzwiach stanął Louis, oparł się ręką o framugę i uśmiechnął się do mnie. Miałam nadzieję, że będzie trochę bardziej miły niż ostatnio jak się widzieliśmy. Ogólnie to on w ogóle nie wyglądał na osobą, która mogłaby być niemiła.
-Hej -rzucił w moim kierunku i objął ramieniem Eleanor.
-Cześć. -odpowiedziałam odwzajemniając jego uśmiech.
-Musimy cię na chwilę przeprosić, musimy iść coś załatwić, a ty się rozgość. Nalej sobie czegoś, rozluźnij się. -powiedziała Eleanor i zmyła się gdzieś z Louisem.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a ich już nie było. Postanowiłam, że rozejrzę się po domu. Ludzie przewijali się w każdym pomieszczeniu jakim byłam. W pewnym momencie poczułam dłoń na swoim ramieniu.
-Czemu stoisz tutaj sama? -momentalnie się odwróciłam i zobaczyłam dosyć wysokiego bruneta z brązowymi oczami.
-Jestem Zayn. -dodał i uśmiechnął się szeroko, tak, że mogłam zobaczyć rządek białym zębów.
-Mia, miło mi. -uśmiechnęłam się do kolejnego członka One Direction, ciężko ich nie znać.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co tak piękna dziewczyna jak ty robi tutaj sama? -widać, że jest trochę wstawiony.
-Eleanor mnie zaprosiła.
-Nie wiedziałem, że ma takie ładne i miłe koleżanki.
-Skąd wiesz, że jestem miła? Dopiero mnie poznałeś.
-To widać. -zaśmiał się. Może się czegoś napijemy. - dodał
-Nie piję dzisiaj alkoholu.
-A to dlaczego? -zmarszczył brwi.
-Mam jutro ważny pokaz, muszę być w formie.
-No proszę, modelka. Mogłem się od razu domyśleć widząc te nogi. -zmierzył mnie wzrokiem, a ja się lekko zaczerwieniłam.
 Jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, ale nie wiem czemu, Zayn mnie onieśmiela. Może dlatego, że mam świadomość ile dziewczyn dałoby się pokroić, żeby być teraz na moim miejscu. W tym momencie zadzwonił jego telefon, wyciągnął go z tylnej kieszeni rurek.
-Tak?...No jestem w środku....Dobra, czekam na ciebie. -odłożył słuchawkę.
-Dziewczyna? -zapytałam z ciekawości, tak naprawdę to nie wiem czemu to zrobiłam.
-Nie, kolega. -uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Nagle zauważyłam za jego plecami postać jakiegoś chłopaka. Jak po chwili się okazało, to kolejny z chłopaków z One Direction. Wysoki brunet z lekko lokowanymi włosami. Miał na sobie czarne rurki, biały t-shirt oraz czarną rozpiętą koszulę z podwiniętymi rękawami. Koszulka była wycięta w serek więc bez problemu mogłam dostrzec tatuaż na jego klatce piersiowej. Jeśli się nie mylę to przedstawia on dwa ptaki.
-Harry. -podał mi rękę a ja ją uścisnęłam.
-Mia. -dopiero jak powiedziałam swoje imię chłopak schował rękę do kieszeni spodni.
-Perrie nie będzie zazdrosna, że rozmawiasz z Mią? -wyszczerzył zęby w stronę mulata.
Zayn'owi zmienił się wyraz twarzy i szepnął w stronę Harry'ego coś w stylu "zabiję cię'. Harry wybuchnął śmiechem. Poklepał Zayn'a po plecach, a ten dźgnął go palcem w żebra.
-No Zayn... -ciągnął Harry. -Nie opowiadałeś o swojej dziewczynie? Jeśli dobrze mi wiadomo to właśnie tutaj jedzie.
-Co?! -krzyknął Zayn.
-Louis mi coś wspomniał, że Eleanor ją zaprosiła, a ona się zgodziła.
-Zaraz wracam. -rzucił Zayn i wyszedł z pokoju.
Harry momentalnie odwrócił się w moją stronę i zapytał:
-Co tutaj robisz sama? -gdy tylko to usłyszałam wybuchnęłam śmiechem, a on dziwnie się na mnie spojrzał.
-Przepraszam, ale czy czasem razem nie chodziliście na lekcje podrywania?
-Słucham? -chłopak lekko się zmieszał.
-Nic, nic...Przyszłam do Eleanor.
-A gdzie ona jest?
-Poszła gdzieś z Louisem.
-Rozumiem. W takim razie zostałem ci tylko ja. -wypiął klatkę piersiową.
-Na to wychodzi.
-Czym się zajmujesz? -ciągnął rozmowę.
-Jestem modelką.
-Yhym... -cały czas przyglądał mi się z zaciekawieniem, muszę przyznać, że było coś w jego zielonych oczach.
-Wybacz, że nie zapytam się tobie o to samo, ale jest to chyba zbędne, sam rozumiesz.
Harry się zaśmiał i przeczesał włosy ręką. Był bardzo pewny siebie. Podczas naszej rozmowy ciągle się do mnie uśmiechał. Po jakimś czasie usiedliśmy na kanapie, rozmawialiśmy o modelingu, o tym, że zaczyna się trasa Ona Direction "Take Me Home".
-A gdzie reszta zespołu? -zapytałam
-Niall właśnie wrócił z Irlandii i za bardzo zmęczony, żeby przyjść, a Liam nie jest typem imprezowicza. Jak poznałaś się z Eleanor?
-Pomaga mi się przygotować do jutrzejszego pokazu.
-Masz jutro pokaz? I przyszłaś dzisiaj na imprezę?
-Jak widzisz, to nic nie piję. -spojrzałam na butelkę piwa, którą trzymał w ręku.
-Tak, to wiele tłumaczy.
Po chwili dostałam sms'a. To od Ryana: "Mam nadzieję, że leżysz już w łóżku. Jutro ważny dzień, będę u Ciebie o 10. Dobranoc." W tym momencie spojrzałam na zegarek, już 1.20. Matko, jak mogłam tego nie zauważyć.
-Wszystko ok?
-Muszę już iść. Miło było mi cię poznać. -wstałam z kanapy.
-Odprowadzę ci. -ruszył za mną w stronę drzwi wejściowych.
Podeszłam do wieszaka, wzięłam swój płaszcz, a on pomógł mi go założyć. Pomimo jego pewności siebie i wielkiego dystansu do życia był on bardzo miły. Otworzył przede mną drzwi i wyszliśmy na zewnątrz.
-To do zobaczenia. -rzucił w moją stronę.
-Pa. -odwróciłam się do niego machając ręką.
Wsiadał do samochodu, zapięłam pasy. Przez okno zobaczyłam, że Harry już wszedł do środka. Muszę przyznać, że zrobił na mnie pozytywne wrażenie. W jakimś stopniu mnie nawet pociąga. Te jego tatuaże, tak, pokazał mi większość ściągając koszulę podczas naszej rozmowy. Moją uwagę również przykuła jego fryzura, a przede wszystkim jego zielone oczy. To o nich myślałam przez resztę drogi powrotnej do domu. Może nie należę do bardzo romantycznych osób ale oczy są dla mnie najważniejszą częścią ciała ludzkiego. Droga minęła mi szybko, nie było żadnych korków. Weszłam cicho do mieszkania. Na kanapie w salonie leżała Amy. Zupełnie o niej zapomniałam podczas dzisiejszego wieczoru. Weszłam na palcach do sypialni rozebrałam się i wskoczyłam pod kołdrę. Nastawiałam budzik na 9.00 rano i po jakiś pięciu minutach zasnęłam.



Bardzo proszę o komentarze pod tym rozdziałem. Powiem szczerze, że nie widzę sensu w pisaniu jeśli ludzie nie będą wyrażali opinii na temat mojego bloga. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pod postami pojawiało się więcej komentarzy, xoxo.

Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam na http://ask.fm/miaadler

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział III

Obudziłam się o 7.30. Tak, to nieprawdopodobne, a najlepsze jest to, że się nawet wyspałam. Boże, co się ze mną dzieje? Żebym ja mogła wyłączyć budzik jeszcze zanim się uruchomił jego wkurzający dźwięk? Muszę przyznać rację, że nie powinno się ustawiać swojej ulubionej piosenki, żeby nas obudziła. Od razu się do niech zniechęcam, wystarczy, że obudzi mnie pierwszy raz, a ja już mogę ją dodać na listę moich znienawidzonych piosenek. Ta lista akurat jest długa i nie chodzi tutaj o budzenie. Odkąd pamiętam muzyka mi towarzyszyła. Pierwsza miłość: Enrique Iglesias "Hero". Pierwsze zerwanie: Miley Cyrus "7 things"(Może i to była piosenka o Nick'u Jonasie ale idealnie pasowała do mojego byłego). Zawsze słuchałam muzyki, w drodze do szkoły, w drodze powrotnej, podczas jedzenia obiadu, a nawet jak się uczyłam. Nigdy mi nie przeszkadzała, niestety tylko mi. Moi rodzice nie rozumieli mnie. Wiem, że myśli tak większość nastolatków, ale ja nigdy nie mogłam znaleźć w nich oparcia. Zawsze chcieli żebym była idealna, na przykład wysyłali mnie na  wszystkie możliwe lekcje dodatkowe odkąd skończyłam 5 lat. Zaczęło się od baletu, ale byłam raczej nadpobudliwym dzieciakiem więc stanie pod lustrem i wymachiwanie nóżkami na zmianę nie było odpowiednim zajęciem. Potem uczyłam się grać na skrzypcach, choć od małego byłam dosyć muzykalna to ten instrument zupełnie mi nie przypasował. Następnie pianino, taniec towarzyski, lekcje pływania itd. Moi rodzice próbowali kreować mnie na "dziecko- wzór dla innych", mam tu na myśli: ubieraj się tak i tak , spotykaj się z dziećmi z wyższych sfer. Tak, moja rodzina należy do zamożnych, co nie oznacza, że zawsze miałam to co chciałam. Pamiętam jak kiedyś wróciłam ze szkoły, miałam wtedy może z 7 lat, przyprowadziłam kolegę z klasy, chcieliśmy pograć w jakąś nową grę. Mama od razu zaczęła wypytywać się czym zajmuje się jego mama, czy tata ma jakąś firmę. Ten tylko odpowiedział, że jego ojciec pracuje na budowie a mama w sklepie. Jak można się domyślić, ten kolego już w moim domu mnie nie odwiedził, co nie oznacza, że ja nie chodziłam do niego. Buntowałam się w każdy możliwy sposób, lubiłam robić na złość moim rodzicom. Na szczęście moich rodziców miałam młodszą siostrę. Ta natomiast zawsze robiła wszystko to czego od niej oczekiwali, piątkowa uczennica, chodziła na wyznaczone zajęcia dodatkowe, występowała w przedstawieniach szkolnych, została przewodniczącą jakiegoś kółka dla kujonów... to znaczy dla młodzieży wybitnie uzdolnionej. Jednym słowem dziecko-ideał. Z Amy, tak właśnie a na imię moja siostra, nie miałam jakiś szczególnych pozytywnych stosunków. Jak jeszcze byłyśmy małe, to owszem, bawiłyśmy się razem. Konflikt zaczął narastać gdy skończyłam 15 lat. Zawsze leciała do rodziców na skargę, co bym nie zrobiła. Najlepsze jest to, że ja stałam za nią murem. Była na przykład taka sytuacja, że jak Amy miała 16 lat, ja miałam 18, mama znalazła u niej w kurtce paczkę papierosów. I co zrobiła wspaniałomyślna Mia? Powiedziałam, że to moje. Oczywiście uwierzyli od razu, bo tylko po mnie można było się takiego czegoś spodziewać. Nie mogę uwierzyć w to, że jak oznajmiłam moim rodzicom, że mam zamiar zająć się modelingiem i nie pójść na studia, oni kazali mi się wyprowadzić z domu, a moja siostra nawet się słowem nie odezwała. To też tłumaczy powód dlaczego prawie wcale nie mamy kontaktu, ale nie trudno jest zrozumieć brak chęci do rozmowy z moją najbliższą rodziną. 
-Boże. -powiedziałam sama do siebie.
Jak mogłam tak po prostu leżeć przez półtora godziny? Od razu wyskoczyłam z łóżka i wzięłam do ręki telefon, tym razem położyłam go obok siebie. Odblokowałam go i napisałam sms'a do Ryan'a: "Księżniczka już wstała. Pamiętam o sesji, też tam będziesz?" Jak to Ryan, odpisał od razu: "Tak." Krótka ta wiadomość, pewnie jest zajęty. Napisałam jeszcze szybko wiadomość do Eleanor aby potwierdzić nasze dzisiejsze spotkanie. Odłożyłam telefon i ruszyłam do kuchni. Jestem strasznie głodna, wczoraj nawet nie zjadłam kolacji, a to wszystko przez Luke'a. Bądź co bądź, uwielbiam tego chłopaka, kocham go jak brata. Wiem, że głupio to zabrzmi, ale kocham go bardziej niż moja rodzoną siostrę. Był zawsze gdy go potrzebowałam, nawet teraz gdy jestem wkurzona czy po po prostu smutna, ona zawsze znajdzie czas by porozmawiać ze mną na skype. To duże poświęcenia biorąc pod uwagę różnicę czasu jaka nas dzieli. Strasznie za nim tęsknie, chciałabym żeby był tu ze mną. Posiadanie takiego przyjaciela jak on to prawdziwe szczęście, choć nie zawsze jest tak kolorowo jak może się wydawać. Przez długi czas nie mogłam sobie znaleźć chłopaka, drugiej połówki, czy jak go tam nazwać, a to wszystko prze Luke'a. Płeć przeciwna przeważnie myślała, że ja i mój najlepszy przyjaciel jesteśmy razem, dlatego trzymali się ode mnie z daleka. Możliwe, że przez Luke'a straciłam kilka szans na ułożenie sobie związku, a może z drugiej strony uchronił mnie on od niepotrzebnych rozczarowań. Krótko mówiąc są wady i zalety posiadania przyjaciela płci przeciwnej. Gdy już dotarłam do lodówki stwierdziłam, że nawet nie warto jej otwierać, bo niby kiedy miałam zrobić zakupy. Napiłam się ponownie soku pomarańczowego którego kupiłam podczas wczorajszych zakupów. Po tym "sytym" śniadaniu udałam się do łazienki, standardowo wzięłam prysznic, nie wiem dlaczego mam tutaj wannę, skoro prawie w ogóle z niej nie korzystam. Gdy już stałam owinięta ręcznikiem przez umywalką umyłam zęby. Przed sesją nigdy się nie maluję, jest to bez sensu, ponieważ i tak pomaluje mnie tam charakteryzatorka, narobiłabym jej tylko niepotrzebnej pracy. Gdy znalazłam się w garderobie pojawiła się w mojej głowie ta sama myśl co wczoraj: "Musze tutaj posprzątać". Tak, tak, zrobię to jutro. Po co ja się oszukuję, przecież wiem, że jeśli nie zaniosę tych ubrać co leżą na podłodze do pralni, to nigdy tutaj nie posprzątam. Szybko wyciągnęłam z dolnej szuflady duży worek z materiału i wrzuciłam tam ubrania leżące na najniższej półce w pokoju, czyli podłodze.Gdy to zrobiłam podeszłam do jednej z szaf i otworzyłam szeroko by wybrać coś do ubrania na dzisiaj. Po chwili zastanowienia wybrałam to. Wbiegłam jeszcze szybko do sypialni po telefon i wyszłam z mieszkania.

***

Na sesji stawiłam się punktualnie o 11.00. Od samego progu przywitał mnie Ryan. 
-I co słychać u mojej ulubienicy? -powiedział przytulając mnie do siebie.
-A nie narzekam, przyszłam do pracy. Czego chcieć więcej? -wbrew pozorom nie miało to zabrzmieć z sarkazmem.
Bardzo lubię swoją pracę, choć nieraz byłam nękana za to co robię. Często spotykam się z etykietką przyczepianą do modelek: modelka, znaczy za głupia by robić coś innego. Bo co niby jest trudnego w pozowaniu do zdjęć czy chodzeniu po wybiegu w wysokich szpilkach. Wbrew wszystkiemu nie jest to łatwa praca, czego dowiedziałam się na własnej skórze, użerając się z niezadowolonymi projektantami, bo na przykład nie stanęłam tak jak im się podoba. Na szczęście nigdy nie miałam problemu z krytyką, w pewnym sensie jest mi ona bardzo potrzebna do zmotywowania się. Gdy Annie, tak ma na imię moja dzisiejsza charakteryzatorka, skończyła mój makijaż i fryzurę, mogłam się udać po ubrania z nowej kolekcji w których miałam pozować. Ta część sesji jest jedną z moich ulubionych, mogę poznać najnowsze trendy, wzory oraz kolory przed innymi. Gdy dotarłam pod przebieralnie wręczono mi pierwszy zestaw z kolekcji na lato. Byłam nim zachwycona, szybko się w niego ubrałam i ruszyłam na białą matę na której miałam pozować. Fotograf z którym dzisiaj pracowałam nie był zbyt przyjazny oprócz słów, a raczej rozkazów jak mam stanąć, nie rozmawiał ze mną w ogóle. Mówi się trudno, choć nie często pracuję z takimi ludźmi. Po ubraniu kilku kolejnych zestawów i pozowaniu to przy oknie, na krześle, czy leżąc na dywanie sesja się skończyła. Gdy asystent fotografa pokazał mi wynik naszej pracy na swoim komputerze byłam z siebie bardzo zadowolona. Pan fotograf podziękował mi za współpracę, a ja udałam się do przebieralni. Szybko zmieniłam ubrania i wyszłam rozglądając się dookoła za moim menadżerem.
-Jeśli szukasz Ryan'a to musiał wyjść wcześniej, powiedział, że się do ciebie odezwie. - powiedziała w moim kierunku Annie.
-Ok, dziękuję, Gdyby nie ty, szukałabym go w nieskończoność. -podeszłam by się pożegnać. Uścisnęłyśmy sobie dłonie i mogłam się udać do samochodu. 
Idąc po schodach, wyciągnęłam z torebki swój telefon. 2 nieodebrane połączenia, 3 sms'y. Połączenia były od Eleanor, jak i pierwsze dwa sms'y. Napisała w nich żebyśmy przełożyły nasze spotkanie najpierw na 16.00, a później napisała, że na 16.30. Odpisałam: "ok." i wzięłam się za czytanie kolejnego sms'a, tym razem od Luke'a : "Jak Ci minął dzień? Widzimy się dzisiaj na skype?O której?" Szybko odpisałam: "Dzień jak co dzień, bez rewelacji, na skype możemy porozmawiać o 23.00 czasu londyńskiego. xoxo" Schowałam telefon do kieszeni kurtki i wsiadłam do samochodu. Przekręciłam kluczyki w stacyjce i wyjechałam z parkingu. Spojrzałam na zegarek w aucie. Jest 15.30, czyli mam jeszcze godzinkę. "Kurdę, mogłam wziąć te ubrania do pralni" -pomyślałam pukając się w czoło. Postanowiłam jednak, że zdążę wrócić do domu. Gdy się już tam znalazłam weszłam tylko na sekundę i od razu wyszłam wlokąc za sobą ciężki worek. Ciągnęłam go po schodach i pech chciał, że spadły mi kluczyki od mieszkanie, odbijając się po kolei od każdego schodka. Zatrzymały się pod stopami jakiejś dziewczyny. Gdy przyjrzałam się jej bardziej, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To Amy. Co ona tu robi? Przyleciała z Chicago do mnie?
-Cześć. -powiedziała cicho i natychmiast podniosła klucze z ziemi. 
Ja nie mogłam wykrztusić z siebie słowa? Dopiero co rano o niej myślałam i o tym, że nie należy o grona ulubionych członków rodziny, a ona zjawi się tutaj, w moim mieście, daleko od domu.
-Co ty tutaj robisz? -odpowiedziałam po chwili niezręcznej ciszy.
Ona spojrzała na mnie spode łba, oczy miała smutne. Zrozumiałam, że coś się stało. 
-Przyjechałam do ciebie, stęskniłam się za tobą. -odpowiedziała na jednym tchu, trzepocząc nerwowo rzęsami.
-Stęskniłaś się? Ciekawe...Dobra, nie będziemy rozmawiać tutaj, chodź do środka. -odwróciłam się w stronę drzwi, a Amy szybko podeszła do mnie łapiąc za worek, żeby mi pomóc. 
Gdy podeszłyśmy razem w milczeniu ona otworzyła drzwi, cały czas miała klucze w ręku. Pomogła mi wciągnąć worek do środka i cofnęła się na klatkę, dopiero teraz zauważyłam walizkę opartą o balustradę. Weszła z nią do mieszkania, stanęła w progu.
-Mogę się u ciebie zatrzymać? -zapytała i po chwili wybuchnęła płaczem. 
Teraz już w stu procentach wiedziałam, że coś się stało. Wiem, że to moja siostra ale jakoś nie było mi jej żal. Jedyne co mi teraz przyszło na myśl to przełożenie mojego dzisiejszego spotkania z Eleanor na jutro. I tak właśnie zrobiłam, wyciągnęłam telefon i napisałam do nie sms'a: "Możemy nasze spotkanie przełożyć na jutro? Sprawy rodzinne, przepraszam."
-Mogę? -Amy powtórzyła pytanie głosem zachrypniętym od płaczu.
-Najpierw chcę się dowiedzieć dlaczego tutaj przyjechłaś. -odpowiedziałam wskazując ręką na kanapę.


niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział II

-Cześć, nazywam się Eleanor Calder.
-Mia. -odpowiedziałam szybko.
 Dziewczyna chwilę mi się przyglądała i poprosiła abym podeszła do biurka stojącego pod oknem. Szłam za nią patrząc na jej pofalowane i bardzo zadbane włosy. Była ubrana w wąskie czarne rurki, biały t-shirt, na nogach miała ciemnobrązowe emu. Gdy podeszłyśmy do drewnianego stanowiska z szuflady wyciągnęła plik kartek oraz mój folder ze zdjęciami z sesji oraz moimi danymi(wzrostem, wagą, wymiarami itd.), pewnie Ryan jej podesłał.  Eleanor spojrzała na mnie.
-Przynieście tę czerwoną sukienkę z wyciętymi plecami. Krzyknęła do kogoś na końcu sali. Trochę się wystraszyłam. Uśmiechnęła się do mnie i jakiś chłopak pojawił się z sukienką, podał jej a Eleanor,a ta od razu przekazała ją mnie.
-Tam możesz ją przymierzyć, jakby coś było nie tak to mnie zawołaj. -wskazała palcem na drzwi prowadzące do przymierzalni.
Od razu się tam udałam. Zdjęłam z siebie ubranie i zaczęłam wciskać się w piękną suknię z delikatnego czerwonego materiału. Gdy już ją założyłam, usłyszałam głos Eleanor dochodzący zza drzwi.
-Przyniosłam ci buty. Mogę wejść? Zapytała.
-Proszę. Ledwo zdążyłam to powiedzieć, a ona była już w środku.
-Bardzo ładnie leży. -powiedziała przyglądając się sukience, przyłożyła buty do sukienki, patrząc czy pasuje odcień.  Załóż -dodała.
Wzięłam od niej wysokie szpilki i szybko wsunęłam na stopy. Odwróciłam się w stronę lustra, a Eleanor układała mi dół sukienki.
-Zaraz przyniosę ci kolejną. Na pokazie wyjdziesz dwa razy. Tą sukienką będziesz rozpoczynała pokaz.
Ucieszyłam się. Rozpoczynanie pokazu to wielki zaszczyt dla modelki. Przez kolejne pół godziny przymierzyłam jeszcze trzy inne sukienki, w końcu wybrałyśmy. Muszę przyznać, że ta Eleanor jest bardzo sympatyczna, dobrze mi się z nią rozmawiało. Trochę się pośmiałyśmy. Gdyby nie nasze pogawędki pewnie już dawno bym stąd wyszła. Gdy już się ubrałam w swoje legginsy i sweter wyszłam z przymierzalni. Eleanor stała przy oknie z jakimś wysokim chłopakiem. "Skądś go kojarzę" pomyślałam. Już szłam by podziękować, gdy nagle uświadomiłam sobie kim jest ten chłopak. Tak, to jeden z kolesi z One Direction. No bo jak można ich nie kojarzyć? Zaśmiałam się sama do siebie. Podeszłam do nich. Chłopak odwrócił się w moją stronę, a Eleanor zaraz po nim.
-Poznajcie się, Mia, Louis -spojrzała na mnie a później na niego.
Chłopak kiwnął tylko głową w moją stronę z niezbyty ciekawą miną. Eleanor też nie przejawiała wyrazów sympatii, ale raczej w kierunku Louisa.
-Dziękuję, że przyszłaś. Przekażę Kate, że wszystko poszło zgodnie z planem. -powiedziała oschle, choć widziałam, że starała się wydusić z siebie choć odrobinę pozytywnych emocji.
-To ja dziękuję za mile spędzony czas. Do zobaczenia. -powiedziałam i szybko odwróciłam się kierując w stronę wyjścia.
 Gdy przechodziłam przez próg usłyszałam głos Eleanor.
-Mia, poczekaj. -podbiegła do mnie. -Skoro tak miło się nam rozmawiało to może wymienimy się numerami telefonów? -uśmiechnęła się.
Odejście na chwilę od Louisa odmieniło ją o 180 stopni. Spojrzałam przez jej ramię i zauważyłam, że chłopak rozmawia przez telefon chodząc nerwowo w kółko.
-Jasne -szybko podałam jej mój numer, a ona wysłała mi sygnał i od razu ją zapisałam do kontaktów.
-Dzięki, od zobaczenia. -odpowiedziała i udała się w stronę Louisa.



***

Kolejną część dnia spędziłam na chodzeniu po sklepach. Dzisiaj nie miałam nic produktywnego do zrobienia więc mogłam sobie pozwolić na to co kobiety lubią najbardziej, czyli na zakupy. Tak, jestem od tego uzależniona, po sklepach mogę chodzić godzinami. Udałam się również na obiad do mojej ulubionej restauracji Nando's. Gdy się już najadłam mogłam udać się do domu. Tylko co będę robić? Nie ochoty się dzisiaj z kimś spotkać. Może obejrzę jakiś film? Taa, znowu jakiś wyciskacz łez po którym będzie mnie bolała głowa przez następne dwie godziny. Nie, dziękuję. Spojrzałam na zegarek, jest godzina 18.30. Boże, jak mogłam przegapić prawie cały dzień. Pojeździłam jeszcze chwilę po Londynie i zdecydowałam się udać do mieszkania. Po 15 minutach byłam na miejscu. Przy wejściu postawiłam torby z zakupami "Poukładam je jutro" pomyślałam udając się w stronę sypialni. Rozebrałam się do bielizny, poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor, leciała jakaś durna komedia. Wzięłam swojego laptopa ze stolika obok kanapy. Gdy tylko zdążyłam go uruchomić pojawił się napis, że Luke chce się ze mną połączyć przez skype'a. Bez zastanowienia odebrałam. 
-Hej. -krzyknęłam do ekranu z uśmiechem na twarzy. 
Luke również się do mnie uśmiechnął, a raczej zaśmiał. I właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie o co mu chodzi. No tak, przecież siedziałam w samej bieliźnie. Szybko zasłoniłam kamerę.
-No eeej. -usłyszałam głos Luke'a. 
Zaśmiałam się i pobiegłam do sypialni założyć na siebie jakąś bluzkę. Szybko wróciłam do komputera. Gadaliśmy z dobre trzy godziny. Standardowo opowiadaliśmy sobie o tym co działo się przez ostatni tydzień. Trochę się powygłupialiśmy. W pewnym momencie dostałam sms'a "Nadawca: Eleanor. Hej! Przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie. Chciałabym Ci to wynagrodzić. Może spotkamy się jutro?"
Ucieszyłam się gdy zobaczyłam tego sms'a. Ustaliłam z nią gdzie i o której. O godzinie 00.30 położyłam się do łóżka i od razu zasnęłam.






Rozdział I

Poranki, a przede wszystkim wczesne wstawanie nigdy nie należały do najłatwiejszych. Odkąd pamiętam budzik zawsze nastawiałam na dwie godziny przed momentem w którym faktycznie chciałam wstać. Patrzę na to narzędzie szatana, jest godzina 8.30. Sesję do katalogu z nowej kolekcji Burrbery mam o 11.00, więc mogę jeszcze poleżeć. Ledwo co zdążyłam przymknąć oczy wtulając się w moją poduszkę usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Nie muszę patrzeć na wyświetlacz żeby wiedzieć, że dzwoni Ryan. Odkąd został moim menadżerem czas mojego snu znacznie się skrócił. Ryan ma to do siebie, że uwielbia dzwonić w najmniej odpowiednich momentach, gdy na przykład się kąpię, jem i co najgorsze, gdy śpię. Gdyby nie ta jego znacząca dla mnie wada byłby idealny. Dużo mu zawdzięczam, zawsze mi pomaga w sprawach o których nie mam zielonego pojęcia oraz wyciąga mnie z tarapatów. Telefon dzwoni i dzwoni a ja w zwolnionym tempie podnoszę się z łóżka i zmierzam w stronę salonu by go znaleźć. Czemu nie mogłam go położyć obok łóżka, ale oczywiście zawsze lubiłam sobie utrudniać życie. Słyszę, leży na kanapie, wciśnięty między poduszki, dobrze, że go nie wyciszyłam, a też jestem do tego zdolna. Wyciągnęłam białego Iphona, nacisnęłam przycisk "odbierz" i przyłożyłam go do ucha.
-Tak? Powiedziałam lekko zachrypniętym głosem przecierając oczy palcami wolnej ręki.
-Dzień dobry księżniczko. Odpowiedział jak zawsze z lekkim sarkazmem.
-Jakbym była księżniczką to bym sobie jeszcze smacznie spała, a telefon odebrałby mój kamerdyner Alfred. 
-A ty zawsze w dobrym humorze od rana. Ale przejdźmy do rzeczy, dzwonili do mnie ludzie z Burrbery, sesję przełożyli na jutro. 
Tak! Mogę sobie wrócić do najlepszego miejsca na świecie. Już zaczęłam kierować się w stronę mojej sypialni, gdy usłyszałam głos Ryan'a w słuchawce.
-Ale nie martw się, zapełniłem tę lukę. Szykuj się o 11.15 musisz być u Katherin Moore na przymiarce ubrań  do pokazu, który odbędzie się w poniedziałek. 
-Za dwa dni? Czemu ja o niczym nie wiem? Trochę się zdenerwowałam, ponieważ nie lubię być informowana jako ostania.
-Ja też się dopiero co się dowiedziałem. Zadzwonili do mnie z agencji i zapytali czy nie mogłabyś wystąpić. Któraś z modelek zachorowała. 
-Ok, rozumiem. Gdzie mam pojechać i kto to ta Katherin? Zapytałam idąc do łazienki.
-Kate to projektantka, jest młoda, a to jej pierwszy pokaz. Jest bardzo sympatyczna. Adres wyśle ci sms'em.
-Dobra, dobra. Rozłączyłam się.
Stanęłam przed prysznicem, zrzuciłam z siebie pidżamę, choć ciężko tak nazwać szeroką bluzkę i majtki. Weszłam do środka, zamykając za sobą szklane przezroczyste drzwi od kabiny. Włączyłam gorącą wodę i stałam tak z zamkniętymi oczami przez dobre 10 minut. Umyłam włosy, resztę ciała i wyszłam owijając się ręcznikiem. Spojrzałam na lustro pokrywające prawie całą ścianę łazienki. Wiem, że głupio się do tego przyznać ale lubię siebie, to jak wyglądam. Zawsze lubiłam moje włosy oraz figurę. Wzięłam szczotkę do ręki i zaczęłam rozczesywać włosy. Wysuszyłam je, umyłam zęby i udałam się do garderoby. "Muszę tutaj posprzątać" pomyślałam, jak tylko przekroczyłam próg spoglądając na ubrania leżące na ziemi oraz upchnięte na siłę buty do dolnych szuflad. Po chwili namyślenia ubrałam się w to. Może luty nie jest najbardziej odpowiednią porą na air max'y, ale w sumie na dworze będę przebywać tylko w drodze do samochodu więc raczej nie zamarznę. Jeszcze szybko spięłam włosy w kucyk, spojrzałam na sms'a od Ryan'a: "75 Southwark Bridge Road. Nie spóźnij się". Wbiegłam jeszcze do kuchni żeby napić się soku pomarańczowego, wzięłam kilka łyków. Chwyciłam jeszcze za kluczyki od samochodu i wyszłam z mieszkania zamykając za sobą drzwi. Na korytarzu spotkałam mojego sąsiada, tak myślę. Wstyd się przyznać ale mieszkam tutaj od roku a nie poznałam nikogo mieszkającego w tej okolicy. Zeszłam do garaży. Otworzyłam drzwi jednego z nich i podeszłam do mojego samochodu. Wsiadłam do środka, wklepałam adres od Ryan'a do urządzenia zwanego GPS. Po 25 minutach byłam na miejscu, nie wiem co bym zrobiła bez nawigacji. Zaparkowałam pod samym budynkiem. Wysiadłam z samochodu, faktycznie jest zimno. Wzięłam do ręki kluczyki, zamknęłam samochód i weszłam przez duże szklane drzwi. Podeszłam do recepcji.
-Dzień dobry. Powiedziała do mnie szczupła wysoka blondynka. W czym mogę pomóc? Dodała
-Dzień dobry, nazywam się Mia Adler. Była tutaj umówiona z..
-Z panią Moore. Schodami w górę i prosto do końca korytarza. 
Nie przepadam za tym jak ktoś mi przerywa, uśmiechnęłam się, podziękowałam i ruszyłam w kierunku wskazanym przez tę kobietę. Weszłam po schodach, podeszłam do drzwi, które były już otwarte. W dużym pomieszczeniu biegały osoby z materiałami, na środku stały, jak przypuszczam modelki. Jacyś ludzie stali obok nich, mierzyli talię , skracali sukienki. Weszłam mówiąc "Dzień dobry". Podeszła do mnie dziewczyna, prawdopodobnie w moim wieku 
-Ty jesteś Mia. Uśmiechnęła się w moim kierunku. Jestem Kate. Wyciągnęła w moją stronę swoją dłoń
-Miło mi. Powiedziałam, ściskając jej dłoń
-Dziękuję, że zechciałaś mi pomóc. Wiem, że wyskoczyłam z tym na ostatnią chwilę, ale nie miałam wyjścia.
-Rozumiem, Ryan, to znaczy mój menadżer powiedział mi, że jedna z modelek zachorowała.
-Dziękuję jeszcze raz. Szkoda, że właśnie muszę wyjść ale wszystko wyjaśni ci moja najlepsza przyjaciółka i tymczasowa asystentka. Zachichotała, gdy podeszła do nas wysoka dziewczyna o bardzo ciekawej urodzie.
-Cześć, nazywam się Eleanor Calder.